Z okazji Dnia Rodzicielstwa Zastępczego kilka słów od naszej Prezeski Asi ️ i cytat, który mówi więcej, niż tysiąc słów "Niezależnie od tego czy
Jeden # wyraża więcej niż tysiąc słów! Nadesłane propozycje były tak dobre, że podjęliśmy decyzję o przedłużeniu konkursu. Czekamy na więcej perełek –
Trener piłkarzy Rumunii Christoph Daum zdaje sobie sprawę, jak trudne zadanie czeka jego zespół w sobotnim meczu eliminacji mistrzostw świata z biało-czerwonymi w Warszawie. „Tabela grupy, w której Polska zdecydowanie prowadzi, mówi więcej niż tysiąc słów” – przyznał. „Zagramy przeciwko bardzo dobrej drużynie. Polski zespół tworzą piłkarze, którzy stanowią dużą
Jedno słowo warte więcej niż tysiąc obrazów, czyli rzecz o presupozycji Polegają one na tym, że określone informacje presuponowane zostają pod płaszczykiem słów takich jak: podczas
Jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc słów 殺 #podróż #podróże #mamozyje #przygoda #cieszsiezyciem. northernelg · Original audio
Selekcjoner Rumunii Christoph Daum zdaje sobie sprawę, jak trudne zadanie czeka jego zespół w sobotnim meczu eliminacji mistrzostw świata z biało-czerwonym
Film użytkownika Karmello Chocolatier (@karmellochocolatier) na TikToku: „Na Dzień Mamy podaruj prezent, który przekaże więcej, niż tysiąc słów. 💝 Piękne, gotowe do wręczenia opakowanie 🤩 Niespotykane kształty i kolory 😋 Przepyszne nadzienia zamknięte w belgijskiej czekoladzie 🇵🇱 Produkowane ręcznie w Polsce Zestawy prezentowe z imieniem mamy 🎁 karmello.pl/pl
Więcej niż tysiąc słów. Dwoje ludzi. Dziesięć lat. Jedna niezapomniana historia miłosna. Stephanie i Jamie są dla siebie stworzeni. Sęk w tym, że oboje już kogoś mają… Stephanie nie wierzy w przeznaczenie, prawdziwą miłość ani bajkowe zakończenia w stylu: "a później żyli długo i szczęśliwe". Wyszła za Matta.
Andrzej Duda spotyka się z Donaldem Trumpem w Białym Domu. TVN i TVP Info, Tok FM i Polskie Radio, NaTemat i Niezależna – wydaje się, że wszystkie media, bez względu na sympatie polityczne, śledzą wizytę prezydenta Polski w Waszyngtonie. Wszystkie? "Gazeta Wyborcza" miała ciekawsze rzeczy do opisania. Przynajmniej na swojej pierwszej stronie. Tam znalazło się miejsce dla serialu
Niezwykłe zdjęcie z meczu Polaków. "Wyraża więcej niż tysiąc słów" To może być obrazek tegorocznego EuroBasketu. Na oficjalnym profilu mistrzostw Europy w koszykówce pojawiło się
jWEZg. Dwoje ludzi. Dziesięć lat. Jedna niezapomniana historia miłosna. Stephanie i Jamie są dla siebie stworzeni. Sęk w tym, że oboje już kogoś mają… Stephanie nie wierzy w przeznaczenie, prawdziwą miłość ani bajkowe zakończenia w stylu: "a później żyli długo i szczęśliwe". Wyszła za Matta. Później jednak poznaje Jamiego, który rozumie ją lepiej niż ktokolwiek inny. Jamie poślubił swoją miłość z czasów studenckich i tak naprawdę niewiele ma ze Stephanie wspólnego - świat widzą zupełnie inaczej. Ale w takim razie co go tak do niej ciągnie? Poznają się jesienią 2006 roku. Ich spotkanie zmienia wszystko. Dwoje ludzi. Dziesięć lat. Jedna niezapomniana historia miłosna. Roxie Cooper urodziła się i wychowała w północno-wschodniej Anglii. Zawsze miała nadzwyczajną wyobraźnię; w kawiarniach przysłuchiwała się rozmowom obcych ludzi i potem tworzyła wyimaginowane historie na ich temat. Studiując literaturę klasyczną, uznała, że potrzebuje przerwy od nauki łaciny, greki i innych poważnych przedmiotów, więc postanowiła zostać tancerką w nocnym klubie. Jednak po pewnym czasie zamieniła strój tancerki na adwokacką togę i przez kolejnych 7 lat zajmowała się prawem karnym. A potem postanowiła napisać powieść. Roxie ma prawdziwego bzika na punkcie Prince’a, lubi też oglądać stare musicale. Tytuł oryginalnyThe Day We Met AutorCooper Roxie Językpolski WydawnictwoPrószyński Media TłumaczenieWoźniak Grażyna ISBN9788382341041 Rok wydania2021 Wydanie1 Liczba stron432 OprawaMiękka Typ publikacjiKsiążka Ten produkt nie ma jeszcze opinii
Cooper Roxie Dwoje ludzi. Dziesięć lat. Jedna niezapomniana historia miłosna. Stephanie i Jamie są dla siebie stworzeni. Sęk w tym, że oboje już kogoś mają… Stephanie nie wierzy w przeznaczenie, prawdziwą miłość ani bajkowe zakończenia w stylu: "a później żyli długo i szczęśliwe". Wyszła za Matta. Później jednak poznaje Jamiego, który rozumie ją lepiej niż ktokolwiek inny. Jamie poślubił swoją miłość z czasów studenckich i tak naprawdę niewiele ma ze Stephanie wspólnego - świat widzą zupełnie inaczej. Ale w takim razie co go tak do niej ciągnie? Poznają się jesienią 2006 roku. Ich spotkanie zmienia wszystko. Dwoje ludzi. Dziesięć lat. Jedna niezapomniana historia miłosna. Roxie Cooper urodziła się i wychowała w północno-wschodniej Anglii. Zawsze miała nadzwyczajną wyobraźnię; w kawiarniach przysłuchiwała się rozmowom obcych ludzi i potem tworzyła wyimaginowane historie na ich temat. Studiując literaturę klasyczną, uznała, że potrzebuje przerwy od nauki łaciny, greki i innych poważnych przedmiotów, więc postanowiła zostać tancerką w nocnym klubie. Jednak po pewnym czasie zamieniła strój tancerki na adwokacką togę i przez kolejnych 7 lat zajmowała się prawem karnym. A potem postanowiła napisać powieść. Roxie ma prawdziwego bzika na punkcie Prince’a, lubi też oglądać stare musicale. Opinie: Wystaw opinię Ten produkt nie ma jeszcze opinii Liczba sztuk w magazynie:5 Koszty dostawy: Odbiór osobisty zł brutto Kurier DPD zł brutto Paczkomaty InPost zł brutto Orlen Paczka zł brutto Kurier InPost zł brutto Kod producenta: 9788382341041 Dwoje ludzi. Dziesięć lat. Jedna niezapomniana historia miłosna. Stephanie i Jamie są dla siebie stworzeni. Sęk w tym, że oboje już kogoś mają… Stephanie nie wierzy w przeznaczenie, prawdziwą miłość ani bajkowe zakończenia w stylu: "a później żyli długo i szczęśliwe". Wyszła za Matta. Później jednak poznaje Jamiego, który rozumie ją lepiej niż ktokolwiek inny. Jamie poślubił swoją miłość z czasów studenckich i tak naprawdę niewiele ma ze Stephanie wspólnego - świat widzą zupełnie inaczej. Ale w takim razie co go tak do niej ciągnie? Poznają się jesienią 2006 roku. Ich spotkanie zmienia wszystko. Dwoje ludzi. Dziesięć lat. Jedna niezapomniana historia miłosna. Roxie Cooper urodziła się i wychowała w północno-wschodniej Anglii. Zawsze miała nadzwyczajną wyobraźnię; w kawiarniach przysłuchiwała się rozmowom obcych ludzi i potem tworzyła wyimaginowane historie na ich temat. Studiując literaturę klasyczną, uznała, że potrzebuje przerwy od nauki łaciny, greki i innych poważnych przedmiotów, więc postanowiła zostać tancerką w nocnym klubie. Jednak po pewnym czasie zamieniła strój tancerki na adwokacką togę i przez kolejnych 7 lat zajmowała się prawem karnym. A potem postanowiła napisać powieść. Roxie ma prawdziwego bzika na punkcie Prince’a, lubi też oglądać stare musicale. Tytuł oryginalnyThe Day We Met AutorCooper Roxie Językpolski WydawnictwoPrószyński Media TłumaczenieWoźniak Grażyna ISBN9788382341041 Rok wydania2021 Wydanie1 Liczba stron432 OprawaMiękka ze skrzydełkami kg Typ publikacjiKsiążka -18% 12 Birds to Save Your Life Recognising his perspective on life was slipping following his mother's untimely death, Charlie turned to the rhythms of the natural world for comfort and solace - in particular its birds. He found that through reconnecting with the wildlife all around him, the grief that once felt insurmountable he could now overcome. His memoir is a heartfelt ode to the birds that helped him through the darkest of times, exploring in beautiful, lyrical detail this journey of rediscovery, and shows us there is joy to be found in the smallest of events, if we know where to look, and to listen. -18% A Short History of Humanity Humanity has often found itself on the precipice. We've survived and thrived because we've never stopped moving... 'Stops you dead in your tracks ... An absolute revelation' Sue Black, bestselling author of All That Remains In this eye-opening book, Johannes Krause, Chair of the Max Planck Institute for the History of Humanity, offers a new way of understanding our past, present and future. Marshalling unique insights from archaeogenetics, an emerging new discipline that allows us to read our ancestors' DNA like journals chronicling personal stories of migration, Krause charts two millennia of adaption, movement and survival, culminating in the triumph of Homo Sapiens as we swept through Europe and beyond in successive waves of migration - developing everything from language, the patriarchy, disease, art and a love of pets as we did so. We also meet our ancestors, from those many of us have heard of - such as Homo Erectus and the Neanderthals - to the wildly unfamiliar but no less real: the recently discovered Denisovans, who ranged across Asia and, like humans, interbred with Neanderthals; the Aurignacians, skilled artists who, 40,000 years ago, brought about an extraordinary transformation in what our species could invent and create; the Varna, who buried their loved ones with gold long before the Pharaohs of Egypt did; and the Gravettians, big game hunters who were Europe's most successful early settlers until they perished in the face of the toughest opponent humanity had ever faced: the ice age. As well as being a radical new telling of our shared story, this book is a reminder that the global problems that keep us awake at night - climate catastrophe; the sudden emergence of deadly epidemics; refugee crises; ethnic conflict; over-population - are all things we've faced, and overcome, before. -17% All Adults Here Witty, astute, and irresistibly readable, All Adults Here is a novel about how to survive inside a modern family from the New York Times bestselling author of The Vacationers Astrid Strick has always tried to do her best for her children. Now, they're finally grown up - but you could be forgiven for thinking otherwise. Elliot doesn't have any idea who he really is, or how to communicate with his sons. Porter is, finally, pregnant - but feels incapable of rising to the challenge. Nicky has fled to distant New Mexico to live the bohemian dream. And Astrid is up to things that would make her children's hair curl. Until now, the family have managed to hide from each other. But when Nicky's daughter Cecelia comes to stay, her arrival threatens to upturn everything... -43% Ania z Zielonego Wzgórza Maryla i Mateusz Cuthbertowie postanowili zaadoptować sierotę. Myśleli o chłopcu, który z czasem pomoże w pracach na gospodarstwie. Sierociniec jednak wysłał im dziewczynkę. W pierwszej chwili rodzeństwo uznało, że szczupła, by nie powiedzieć wątła, dziecina o rudych włosach na nic się na ich farmie nie zda. Od kiedy jednak Ania przekroczyła próg domu Cuthbertów, życie na Zielonym Wzgórzu zaczęło się przecudownie zmieniać. Mijały dni, a Maryli i Mateuszowi coraz trudniej było sobie wyobrazić Zielone Wzgórze bez Ani. Ania z Zielonego Wzgórza należy do światowego kanonu literatury dziecięcej. Lektura dla klasy VI -17% Austerlitz In 1939, five-year-old Jacques Austerlitz is sent to England on a Kindertransport and placed with foster parents. This childless couple promptly erase from the boy all knowledge of his identity and he grows up ignorant of his past. Later in life, after a career as an architectural historian, Austerlitz - having avoided all clues that might point to his origin - finds the past returning to haunt him and he is forced to explore what happened fifty years before. -35% Ballada o lutniku Kameralna opowieść o dojrzewaniu osadzona w powojennej Sofii. Czy przedmioty mają pamięć? Jeśli tak, jakie wspomnienia przechowują skrzypce, którym wybitnie uzdolniony lutnik szeptał intymne wyznania? Heniga poznajemy przez pryzmat wspomnień dojrzewającego chłopca. Magiczna osobowość mistrza wypełnia cały świat Wiktora. W warsztacie starego lutnika powstają nie tylko skrzypce – to także schronienie przed mrocznym światem stalinizmu w Bułgarii. Droga Wiktora do dorosłości prowadzi przez niełatwe spotkania z przemijaniem i śmiercią, z niezrozumieniem i sąsiadami z kamienicy, którzy przywodzą na myśl bohaterów prozy Eleny Ferrante. „Moralitet, który jest wolny od moralizowania, powieść historyczna bez opisu wielkich wydarzeń, trzyma w napięciu, nie będąc książką sensacyjną, wzrusza, choć nie ma w niej romantyzmu. Mimo niewielkich rozmiarów jest książką bardzo ważną.” Mariola Mikołajczak, tłumaczka
Rozdział 1Piątek, 13 października 2006STEPHANIENie jestem należę do ludzi, którzy nadkładają drogi z powodu czarnego kota albo łapią się za guzik na widok kominiarza – dla mnie to strata czasu. Wszechświat raczej nie przejmuje się nami na tyle, by popsuć dzień komuś, kto ośmielił się przejść pod drabiną, albo dlatego, że trzynasty dzień miesiąca wypadł akurat w piątek. Niektórzy strasznie się jednak z tego powodu ma nas spotkać coś złego, to tak się stanie, niezależnie od dnia, miesiąca czy układu w samochodzie przeskakuje na siedemnastą trzy. Jestem już prawie godzinę i z pewnością zaraz będziemy na miejscu. A przynajmniej taką mam nadzieję, bo dłużej już nie zniosę ciężkiego milczenia. Na szczęście radio gra dostatecznie głośno, by atmosfera wydawała się nieco mniej krępująca. Wokalista Aerosmith właśnie śpiewa, że nie chce nic obija mi się o zagłówek, gdy tak kluczymy krętymi wiejskimi drogami. Matt zawsze jeździ za szybko tym swoim błękitnym bmw Z3. To jego samochód Jamesa Bonda i lubi się nim popisywać przy każdej możliwej okazji.– Posłuchaj, nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało – odzywa się nagle, nie odrywając wzroku od drogi. Silnik samochodu wchodzi na nieco wyższe dłonie między skrzyżowane nogi i odwracam się w jego stronę. Na szczęście mam na nosie okulary przeciwsłoneczne; czuję się mniej odsłonięta, kiedy ktoś, z kim się kłócę, nie może zobaczyć moich oczu. W przeciwnym razie mam wrażenie, że czyta we mnie jak w otwartej księdze.– W takim razie co miałeś na myśli? – zwracam się do niego. Mój ton wyraźnie sugeruje, że nie zadowoli mnie żadna odpowiedź. – Bo wydaje mi się, że traktujesz mnie jak dziecko. Wszyscy mnie tak traktujecie i mam już tego dosyć.– Przykro mi, jeśli tak to zabrzmiało, naprawdę nie taka była moja intencja – odpowiada ze spokojem, przez co jeszcze bardziej czuję się jak rozkapryszony dzieciak. – Po prostu się o ciebie troszczymy, to wszystko.– Nawet kota można zagłaskać na śmierć! – burczę. – Doprowadzacie mnie do szału. Musicie mi po prostu mnie ze wzrokiem utkwionym w drogę. Po kilku sekundach kiwa głową i pospiesznie na mnie zerka.– Masz rację. Jestem nadopiekuńczy, ponieważ kocham cię i martwię się o ciebie. Nie sądziłem, że aż tak źle to rękę i kładę na jego zaciśniętej na kierownicy dłoni.– Wiem – odpowiadam łagodnie, nachylając się ku niemu. – I przepraszam. Jestem trochę… odkłada moją dłoń z powrotem na kolano, delikatnie ją przy tym narzeczony. Jego roziskrzone błękitne oczy – to na nie pierwszego dnia zwróciłam uwagę. Wielkie, troskliwe, ze zmarszczkami w kącikach, gdy się uśmiecha. Włosy Matta mają naturalny odcień jasnego blondu, tak samo jak moje. Ludzie często nam mówią, że wyglądamy na Szwedów i że będziemy mieli śliczne dzieci, gdy nadejdzie odpowiedni czas. Matt nosi potarganą fryzurę w stylu Davida Beckhama, ostatni krzyk mody.– Na pewno już nigdy nie powiem, żebyś odstawiła alkohol! – odzywa się i spogląda na mnie łobuzersko. Z sytuacji takich jak ta najlepiej jest wyjść z humorem.– Nie musisz się o mnie martwić – zapewniam. – Nie zamierzam pić. Od kwietnia nie miałam w ustach ani aż tyle minęło? Jakie to dziwne, że raptem pół roku wcześniej wiedliśmy szalone, zabiegane życie w Londynie. Teraz mieszkamy w sennej wiosce w Cambridgeshire, dwa kroki od domów mojego taty i siostry. Naprawdę sennej. Niełatwo jest się do tego przyzwyczaić, mając dwadzieścia sześć nie wiem, jak to się stało, że zgodziłam się spędzić weekend na warsztatach artystycznych i fotograficznych w eleganckim wiejskim pensjonacie oddalonym o godzinę drogi od miejsca, gdzie mieszkamy. Dawna Stephanie byłaby jednak przyznać, że jesienią jest tu naprawdę pięknie. Mieszkałam w Londynie od osiemnastego roku życia, ale dzieciństwo spędziłam na wsi i czuję się tutaj jak w domu. Wieś kojarzy mi się z mamą. Wszystko mi się tu podoba: kolory, rześkie powietrze, a nawet dźwięki. Chciałabym wziąć ślub właśnie jesienią, ale Matt upiera się przy lecie z wielu różnych powodów – dla mnie zupełnie nieistotnych – takich jak lepsze zdjęcia, preferencje gości, którzy ponoć wolą letnie wesela, bo można je urządzić z większą pompą. Tak więc w przyszłym roku, w sobotę czternastego lipca 2007 roku, zostanę panią Stephanie wjeżdżamy do wioski i samochód gwałtownie zwalnia, robi mi się niedobrze. Może to z nerwów. Mijamy piękne domy z dębami w ogrodach i w końcu widzimy po prawej drogowskaz z nazwą Heathwood Hall.– Poradzisz tu sobie przez cały weekend, skarbie? – upewnia się Matt, ruchem głowy wskazując tabliczkę.– Mam nadzieję – odpowiadam entuzjastycznie, chociaż boję się jak diabli. Przez ostatnie pół roku nie zostawałam sama dłużej niż na kilka godzin.– Nie bądź dla siebie zbyt surowa – radzi mi narzeczony. – Ten weekend ma ci się pomóc zrelaksować i odnaleźć na że dzięki okularom przeciwsłonecznym nie może zobaczyć, jak moje oczy napełniają się płacz. Nie teraz.– A poza tym – ciągnie – ten kurs wydaje się wprost stworzony dla ciebie. Sztuka, fotografia i cała reszta. Dawniej to uwielbiałaś.– Tak, nie mogę się już doczekać na „całą resztę”! – Śmieję się. – Co będziesz robił, kiedy nie będzie mnie w domu?– Jutro umówiłem się na rugby. W niedzielę pójdę na siłownię. Powinienem wziąć się za siebie. Nigdy nie jest za wcześnie, żeby zacząć rzeźbić sylwetkę przed ślubem – odpowiada ze śmiechem, po czy zdejmuje lewą rękę z kierownicy i pręży biceps. Pod cienkim materiałem podkoszulka z długim rękawem wyraźnie odznacza się zarys mięśnia, po którym dla żartu przeciągam palcami.– Szczęściara ze mnie – szepczę. – Och! To już tutaj!Gdy skręcamy w stronę Heathwood Hall, rozlega się tykanie kierunkowskazu. Drogę przed nami, w szpalerze starych dębów okrytych czerwonymi, pomarańczowymi i żółtymi liśćmi, oświetla popołudniowe październikowe słońce. Ściągam okulary i patrzę na wyłaniający się zza horyzontu budynek. Na ulotce opisano go jako dziewiętnastowieczną posiadłość w stylu jakobińskim. Okna frontowe wychodzą na pagórkowaty krajobraz, a najbardziej rzucającym się w oczy elementem jest śliczny taras z parkuje tuż przy recepcji, która mieści się z boku budynku, i wyciąga z bagażnika moje rzeczy.– Posłuchaj – mówi, obejmując mnie w pasie. – Baw się dobrze i przywołaj dawną Stephanie, w której się zakochałem. Kocham cię.– Ja też cię kocham – odpowiadam, przysuwając się do obejmuje dłońmi moją twarz, uśmiecha się przez chwilę i cmoka mnie w czoło.– Do zobaczenia w niedzielę. Dzwoń, gdybyś czegoś potrzebowała. – Wraca do samochodu. – I nie rozrabiaj!– Ja? Nigdy w życiu! – się, że tata zarezerwował mi Apartament Gwiaździsty, najdroższy w całym obiekcie. Jest zdecydowanie zbyt elegancki i za duży dla jednej osoby, ale doceniam starania ojca. Przez bity kwadrans siedzę na łóżku z czterema kolumienkami, nie zdjąwszy nawet płaszcza, i wpatruję się w ogień, po czym dochodzę do wniosku, że czas się pod prysznic, licząc na to, że się odprężę i nabiorę odwagi do wzięcia udziału w obowiązkowych powitalnych drinkach w barze, po których ma się odbyć kolacja. Naprawdę nie wiem, czy sobie poradzę. Ile razy można prowadzić z ludźmi te same bzdurne pogawędki? Wszyscy będą mnie pytać, jak się tu znalazłam, bo przecież zawsze trzeba mieć jakiś tylko wychodzę spod prysznica, czuję, że zbliża się atak paniki. W ciągu ostatnich miesięcy stały się dla mnie chlebem powszednim. Poznałam mnóstwo sposobów radzenia sobie z nimi, ale żaden nie okazał się skuteczny. Najgorsze jest to, że przychodzą znienacka. Lęk zaczyna podchodzić do gardła niczym papierosowy dym w zapyziałym barze, a wtedy nie ma już odwrotu. Nie warto nawet próbować normalnie oddychać, bo to tylko pogarsza palce na krawędzi umywalki tak mocno, że aż bieleją mi kostki, i z uporem wpatruję się w rozmazane odbicie w zamglonym lustrze, koncentrując się na oddychaniu. Wilgotne włosy mam odgarnięte do tyłu, przez co pozbawiona makijażu twarz wydaje się jeszcze bledsza i bezlitośnie obnażona. Skóra, już i tak rozgrzana po prysznicu, zdaje się płonąć. Pod wpływem strachu ciało pokrywa lepka warstwa potu. Czuję, jak powietrze ulatuje mi z płuc w błyskawicznym tempie, niczym z wypuszczonego z rąk balonu. Przedstawiam sobą żałosny widok. Nie umiem nawet wyjechać z domu na dwie noce, żeby nie rozpaść się na wreszcie odzyskuję nad sobą kontrolę i zaczynam suszyć włosy, postanawiam zadzwonić do Matta i poprosić, żeby po mnie dam tu sobie policzkach spływają mi wielkie, gorące łzy, kiedy biegam po pokoju, gorączkowo szukając telefonu. W końcu go znajduję, ale nie ma zasięgu. Chcę tylko wrócić do domu. Biorę kilka głębokich wdechów, chwytam płaszcz, wkładam buty i wychodzę z pokoju, żeby znaleźć miejsce, z którego będę mogła po krętych drewnianych schodach, kilka razy prawie się przewracam. Po dotarciu na dół pędzę prosto w stronę właśnie wtedy go DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI